O mnie

Moje zdjęcie

Prowadzę bloga poświęconego głównie piłce nożnej, czasem trafi się coś o żużlu albo filmach. Licznik nabił już prawie 250 postów, raz lepszych, innym razem gorszych, ale zawsze szczerych. Nic nie poradzę, że prawda często jest bolesna. Lubię też poznać opinię innych ludzi dlatego zapraszam do obserwowania na portalach społecznościowych i komentowania. Z zasady nie moderuję komentarzy, chyba że wpis jest wybitnie chamski, głupi, bądź łamie prawo. Jeśli mój bloga Ci się podoba, to zostaw na nim swój ślad i przyczyń się do jego rozwoju. Jeśli nie, to mimo wszystko nie skreślaj go całkowicie. Może z czasem się poprawię :)

niedziela, 26 kwietnia 2015

Powrót do przeszłości: sensacyjny mistrz

fot. wprost.pl
W ostatnich dwudziestu latach tytuł mistrzowski był zarezerwowany dla zespołów z wielkich miast. Warszawa, Łódź oraz Kraków łącznie siedemnaście razy świętowały tryumf swoich reprezentantów, po jednym razie powody do zadowolenia mieli we Wrocławiu i Poznaniu. Jednak zdarzył się rok, w którym wielkich pogodzili pariasi. 
Nic nie zapowiadało takiego scenariusza, przed sezonem za faworytów uchodziła broniąca tytułu Legia, Wisła pod wodzą Dana Petrescu, która miała odbić Wojskowym trofeum oraz Lech prowadzony przez wyciągniętego z Lubina Franciszka Smudę. Do roli czarnego konia typowano Dyskobolię Grodzisk Wlkp., od kilku lat znajdującą się wśród czołowych polskich drużyn. Zagłębie Lubin w poprzedniej odsłonie mistrzostw Polski zajęło trzecią lokatę, lecz po odejściu trenera typowano ich na środek tabeli, o Bełchatowie nawet nikt nie śmiał pomyśleć w kontekście medali. Rok wcześniej zajęli dopiero dziewiąte miejsce. 
Początek rozgrywek pokazał, że gracze Lenczyka tym razem mają większe aspiracje. Cztery zwycięstwa  z rzędu, w tym wygrana z Legią pozwoliły zasiąść na fotelu lidera. Dodatkowo Górnicy pokazali ofensywny styl, oparty na Matusiaku, Gargule i Mariuszu Ujku. Będzie to znak firmowy tej ekipy do końca sezonu, a wspomniane trio zdobędzie łącznie 25 goli.
Tymczasem Zagłębie rozpoczęło z mniejszym animuszem. W czterech spotkaniach zawodnicy Edwarda Klejndinsta tylko raz zgarnęli pełną pulę, jednak podczas następnej serii meczów odnieśli niezwykle ważne zwycięstwo przeciwko Bełchatowowi. Wtedy jeszcze nikt nie przypuszczał jak będzie to istotne dla losów mistrzowskiej korony. Nie uratowało to skóry trenera, któremu po zaledwie kilku miesiącach podziękowano za współpracę. Co ciekawe odszedł po zwycięstwie z Wisłą Płock, ale decyzja o zmianie zapadła pewnie wcześniej. Następcą został Czesław Michniewicz, który zaliczył wejście smoka. Z dziesięciu pierwszych meczy wygrał osiem, a dwa razy zremisował. Przegrał dopiero w jedenastym z... Bełchatowem.
Po tamtym sukcesie GKS powrócił na czoło ligowej stawki i wydawało się, że Orest Lenczyk po prawie 30 latach znowu wygra mistrzostwo. Tymczasem Legia oraz Wisła borykały się z wewnętrznymi kłopotami. Słaba postawa skutkowała wyrzuceniem Dariusza Wdowczyka, który w poprzednim sezonie doprowadził warszawian do tytułu. Wybór byłego piłkarza klubu - Jacka Zielińskiego nie był najszczęśliwszy, bo drużyna wciąż gubiła punkty. Pod Wawelem panował jeszcze większy chaos. Petrescu zmienił tymczasowy szkoleniowiec Kazimierz Moskal, szybko zastąpiony przez Dragomira Okukę, zluzowanego z kolei przez Adama Nawałkę. Sezon dokończył etatowy strażak Białej Gwiazdy, czyli jej obecny opiekun. Było więc pewne, że żadna z tych ekip nie włączy się do walki o prymat, ale odegrały one bardzo istotną rolę w ostatecznym rozstrzygnięciu.
W przedostatniej kolejce Bełchatów podejmował nie grającą już o nic Wisłę, dodatkowo trzy dni wcześniej piłkarze Białej Gwiazdy przerżnęli 0-4 u siebie z Dyskobolią. Paradoksalnie gracze z Reymonta ograli aspirujących do mistrzostwa rywali, tym samym rewanżując się za jesienną porażkę u siebie 2-4, która zakończyła fenomenalną domową passę meczów bez przegranej. Zagłębie skorzystało z potknięcia GKS-u i dzięki trzem punktom zdobytym przeciwko Widzewowi znowu zasiadło na fotelu lidera. Do końca rozgrywek pozostało tylko jedno spotkanie, jednak trzeba było wygrać z ustępującym mistrzem na jego terenie.
Legia objęła prowadzenie po trafieniu Włodarczyka, lecz jeszcze przed przerwą wyrównał Arboleda. Tamtego dnia to obrońcy odegrali główną rolę. Gol Michała Stasiaka wyprowadził Miedziowych na prowadzenie, którego już nie oddali. Kibice zgromadzeni przy Łazienkowskiej musieli oglądać tryumfujących przeciwników, cieszących się z sensacyjnego sukcesu. Chociaż na kilku piłkarzy grających w tamtym sezonie dla Lubina padł cień oskarżeń o korupcję, to akurat nikt nie podważał, że w 2007 r. wygrali ligę uczciwie. A Orest Lenczyk musiał poczekać jeszcze pięć lat, by ponownie zawiesić na szyi złoty medal.












2 komentarze:

  1. EH, TO BYŁY CZASY ! Teraz GKS spada a Zagłębie awansowało ... ;} Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście. Nawet nie pomyślałem w ten sposób :)

    OdpowiedzUsuń