O mnie

Moje zdjęcie

Prowadzę bloga poświęconego głównie piłce nożnej, czasem trafi się coś o żużlu albo filmach. Licznik nabił już prawie 250 postów, raz lepszych, innym razem gorszych, ale zawsze szczerych. Nic nie poradzę, że prawda często jest bolesna. Lubię też poznać opinię innych ludzi dlatego zapraszam do obserwowania na portalach społecznościowych i komentowania. Z zasady nie moderuję komentarzy, chyba że wpis jest wybitnie chamski, głupi, bądź łamie prawo. Jeśli mój bloga Ci się podoba, to zostaw na nim swój ślad i przyczyń się do jego rozwoju. Jeśli nie, to mimo wszystko nie skreślaj go całkowicie. Może z czasem się poprawię :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Kolejorz bez pary

fot. radiomerkury.pl
Minęło ledwie kilkadziesiąt dni od meczu, w którym Lech remisem z Wisłą zdołał przypieczętować pierwszy od kilku lat tytuł mistrzowski. Obecnie nastroje przy Bułgarskiej są całkowicie inne. Wydawało się, że klub idzie w dobrym kierunku, może nie jakoś spektakularnie, ale powoli dokonuje postępu i będzie coraz mocniejszy. Tymczasem początek nowego sezonu rozczarowuje na całego. 
A zaczęło się od mocnego akcentu. Podczas rywalizacji o Superpuchar Polski Lechici pokazali Legii miejsce w szeregu, przez co potwierdzili dominację wśród polskich zespołów. Nie chodzi nawet o zwycięstwo w mało istotnych rozgrywkach, lecz o styl. Główny konkurent został zdominowany i nie miał praktycznie nic do powiedzenia, dlatego Kolejorz z dość przypadkowego mistrza stał się kandydatem na hegemona polskiej ligi. Obecnie brzmi to raczej zabawnie, bo poznańskiej ekipie bliżej do spadku niż obrony trofeum. Dodatkowo ewidentnie źle się dzieje pod względem atmosfery w drużynie, a dochodzą jeszcze problemy zdrowotne. Czy kibice ze stolicy Wielkopolski będą musieli zapomnieć o potędze szybciej niż o przedwyborczych obietnicach polityków? 
W sumie poprzedni sezon też zaczął się kiepsko. Dopiero wymiana Mariusza Rumaka i przyjście Skorży dało niespodziewany sukces. Może to taki zamysł, żeby uśpić rywali, a wiosną znowu rozpocząć marsz po koronę? Wielu chciałoby w to wierzyć, jednak Lech miał przecież powalczyć o Ligę Mistrzów, więc przygotowania koncentrowały się na pierwszej fazie sezonu. Rywalizacja z Basel obnażyła słabość nie tyle mistrza, który zresztą wcale nie zagrał tragicznie, lecz całego polskiego futbolu. Obecnie żaden polski zespół nie miałby szans przeciwko Szwajcarom. Ci, nawet grając na pół gwizdka znacznie przewyższali rywali znad Wisły pod względem umiejętności sportowych. Lechici zostawili serducho na murawie, fragmentami prowadzili grę, mimo to Helweci zdobywali bramki ze sporą łatwością.
Bardziej musi martwić forma prezentowana na krajowym podwórku. Mistrz wygrał tylko jedno z pięciu spotkań, kiedy dość fartownie odprawił z kwitkiem spisującą się równie kiepsko Lechię. A przecież żaden z dotychczasowych rywali nie jest brany pod uwagę w kontekście rywalizacji o mistrzostwo. Być może to właśnie nazbyt zdemobilizowało podopiecznych Skorży? Podczas najbliższej kolejki przeciwnikiem będzie lider z Gliwic, więc będzie można zweryfikować tą teorię.     
Do przezwyciężenia jest również syndrom pucharowicza. Mając w perspektywie konfrontacje z wielkimi europejskiej piłki, trudno jedzie się do Lubina. Wiadomo, że taka postawa kłóci się z profesjonalizmem, jednak nie tylko polskim klubom zdarza się taka przypadłość. Kolejki Premier League czy La Liga rozgrywane tuż przed, lub zaraz po spotkaniach pucharowych przeważnie obfitują w większą liczbę niespodzianek. Co prawda Ekstraklasa składa się ze znacznie słabszych ekip, ale też kadry nawet najsilniejszych drużyn są węższe niż angielskich/hiszpańskich potentatów.