O mnie

Moje zdjęcie

Prowadzę bloga poświęconego głównie piłce nożnej, czasem trafi się coś o żużlu albo filmach. Licznik nabił już prawie 250 postów, raz lepszych, innym razem gorszych, ale zawsze szczerych. Nic nie poradzę, że prawda często jest bolesna. Lubię też poznać opinię innych ludzi dlatego zapraszam do obserwowania na portalach społecznościowych i komentowania. Z zasady nie moderuję komentarzy, chyba że wpis jest wybitnie chamski, głupi, bądź łamie prawo. Jeśli mój bloga Ci się podoba, to zostaw na nim swój ślad i przyczyń się do jego rozwoju. Jeśli nie, to mimo wszystko nie skreślaj go całkowicie. Może z czasem się poprawię :)

poniedziałek, 29 lutego 2016

Kolejna rewolucja w Wiśle

fot. sport.interia.pl
Po zaledwie trzech meczach opiekun Białej Gwiazdy - Tadeusz Pawłowski został urlopowany. To prawdopodobnie oznacza, że ten szkoleniowiec już więcej nie poprowadzi Wisły. Sytuacja zakrawa na komedię, ponieważ popularny Ted, który kilkanaście miesięcy temu odbierał statuetkę dla najlepszego trenera w Ekstraklasie, zostaje wyrzucony już z drugiego klubu podczas jednego sezonu, a jego seria meczów bez zwycięstwa liczy 13 pozycji. Jeszcze niedawno Pawłowski bredził o awansie do europejskich pucharów, tymczasem zostawia Wisłę w strefie spadkowej. 
Sama decyzja o zatrudnieniu wrocławianina została chłodno przyjęta przez sympatyków klubu z Reymonta. Zresztą słusznie, bo niby jakimi osiągnięciami może poszczycić się Ted? Czwarte miejsce ze Śląskiem wstydu nie przynosi, lecz w słabej polskiej lidze nie jest wielkim wyczynem. Zresztą Pawłowski od początku wyglądał na trenera tylko jednego klubu. Na Dolnym Śląsku się wychował, tam spędził najlepsze lata piłkarskiej przygody i jedynie tam może być autorytetem. Jeśli chodzi o warsztat, to mało kogo zachwycał, bardziej się nadawał do trenowania młodzieży i to raczej na austriackiej prowincji niż w poważnym futbolu. Pomysł zatrudnienia Teda przypisuje się Zdzisławowi Kapce. Sądząc po dokonaniach pana Zdzisława z kilku ostatnich lat, jest niezwykle prawdopodobne że to właśnie on wpadł na "genialną" ideę powierzenia Wisły człowiekowi bez właściwości. Jako że ci dwaj dżentelmeni znają się z czasów, gdy sami biegali po murawie, można przypuszczać, że wiceprezes chciał mieć na ławce swojego kolegę, który będzie sterowalny. Tak czy inaczej Kapka już tyle namieszał przez te wszystkie lata, zmarnotrawił tyle pieniędzy, że kolejnym zdymisjonowanym powinien być on. Tym razem już ostatecznie, bez prawa powrotu do wiślackich gabinetów. Zresztą wiek predestynuje go już raczej do odpoczynku i spokojnego oglądania futbolu z trybun, niż kierowania klubem. 
Normalnie pomysł zwalniania trenera po tak krótkim czasie, spotkałby się z moją zdecydowaną krytyką, jednak przypadek Pawłowskiego jest szczególny. Zwyczajnie nie wierzę, żeby dotychczasowy opiekun był w stanie odbić się od dna. W przerwie zimowej dostał naprawdę niezłych piłkarzy, o jakich mogli pomarzyć Smuda, czy Moskal. Ławka rezerwowych już nie przypomina zespołu juniorów, jest jakieś pole manewru. Pewnie nie na ligowe podium, ale spokojnie na miejsce w ósemce, bo czy przykładowo Ruch albo Zagłębie są mocniejsze kadrowo? Natomiast Wisła nie dość, że przegrywa, to jeszcze prezentuje beznadziejny futbol, obecnie najgorszy w lidze. Tymczasem trener obserwuje zawody z kamienną twarzą, jakby oglądał sparing. Nie potrafi zareagować na słabnący z minuty na minutę zespół, który daje sobie wydrzeć prowadzenie. Przeprowadzane zmiany też kiepsko świadczą o rozeznaniu krakowskich realiów, tak jak wystawianie Guerriera na prawej stronie. Spore zarzuty można mieć również do przygotowania fizycznego, co obciąża Jakuba Sage.       
Zmiana była więc konieczna i w sumie nie ma na co czekać, bo sytuacja zrobiła się dramatyczna. Ciekawe tylko, kto zostanie zaangażowany do roli strażaka? Oby wreszcie zdecydowano się wyjść z zaklętego kręgu: Smuda, Moskal, Kasperczak, Kulawik, Skorża. Ciągłe powroty nie przynosiły owoców na miarę oczekiwań, pora spróbować czegoś nowego. Tymczasowym opiekunem został Marcin Broniszewski, który walnie przyczynił się do obecnego kryzysu. Po odejściu Moskala, wespół z Kazimierzem Kmiecikiem w czterech meczach zanotowali komplet porażek, bez strzelonej bramki... 






 













        

środa, 24 lutego 2016

Dybala światełkiem w tunelu

fot. espnfc.com
Najciekawiej zapowiadająca się odsłona 1/8 finału Ligi Mistrzów zawiodła. Faworyci wywieźli bardzo korzystne wyniki i u siebie muszą tylko przypieczętować awans. Oczywiście Barcelona ma znacznie większy komfort niż Bayern, ale Niemcy też mają powody do radości, sądząc przykładowo po ich domowym bilansie w Bundeslidze. Widać, że czołówka europejskich drużyn coraz mocniej się zawęża. Wypadają z niej ekipy, które tradycyjnie można było typować nawet do zwycięstwa w całych rozgrywkach. Na ten moment wygląda, że sprawa Pucharu Europy zostanie rozstrzygnięta między graczami Guardioli i Enrique, ewentualnie zagrozi im jeszcze Real, choć już z mniejszymi szansami. 
Osobiście szkoda mi Kanonierów. Nie kibicuje tej drużynie, ale trzeba przyznać, że zagrali z ogromnym zaangażowaniem i porażka 0-2 u siebie była niezasłużoną karą. Gdyby przynajmniej zdołali osiągnąć remis, to odpadliby z honorem. Obawiam się pogromu na Camp Nou i wówczas nikt już nie będzie pamiętał jak dzielnie Arsenal bronił się przed naporem Katalończyków. Gdyby Oxlade-Chamberlain potrafił coś więcej niż tylko szybko biegać, gospodarze mogli nawet sprawić sensację, no ale zbyt wiele tego "gdyby". Lepiej mógł się zachować również Petr Cech, który zaliczył poślizg przy pierwszej bramce. Z drugiej strony jeśli spojrzeć na nazwiska defensorów londyńskiego klubu, to strata tylko dwóch bramek i tak może uchodzić za sukces. 
Ciekawszym meczem było starcie w Turynie. Trener Allegri od razu zapowiedział defensywną taktykę, mówiąc o korzystnym bezbramkowym remisie. Trudno dziwić się szkoleniowcowi, że stawia na swoje główne atuty, bo przecież obrona Starej Damy jest najmocniejszą formacją tego zespołu. Z drugiej strony całkowite oddanie inicjatywy Bayernowi skutkowało pasywnością zawodników ofensywnych. Żal było patrzeć na Paula Pogbę, który przetruchtał pierwszą połowę, natomiast Mandżukić zmarnował dwie dogodne sytuacje. Ochotę do gry pokazywał jedynie Dybala.
Bayern spokojnie budował kolejne akcje, ale miał problemy z ich wykończeniem. Mógł się podobać zwłaszcza Douglas Costa, słabiej niż zwykle wyglądał Robert Lewandowski. Swoje zrobił, ale jakby brakowało mu poweru i wczoraj był w cieniu innych piłkarzy. Po dwóch bramkach z niczego Bawarczycy spoczęli na laurach. Awans był już na wyciągnięcie ręki, tymczasem mecz ma dwie połowy i ta druga należała zdecydowanie do zawodników Starej Damy, mimo że rozpoczęła się od klasycznego gola Robbena. Na plus Allegriego trzeba zaliczyć zmiany. Świeżo wprowadzony Morata popisał się wspaniałą asystą do Sturaro. Wcześniej równie inteligentne podanie zdarzyło się Mandżukiciowi, który tym samym odkupił niefrasobliwość z pierwszych minut.   
Parę słów trzeba również poświęcić sędziemu Atkinsonowi. Angielscy arbitrzy są specyficzni i rzadko kiedy sprawdzają się w europejskich rozgrywkach. Atkinson wyglądał wczoraj na zagubionego i nie panującego nad zdarzeniami z murawy. Oby w rewanżu wyznaczono kogoś bardziej ogarniętego.











poniedziałek, 22 lutego 2016

Waldek King

fot. cbc.ca
Wielkie Derby Śląska dla Ruchu! Niebiescy pokonali Górnika Zabrze 2-0 po bramkach Oleksego i Miazka. Sukces tym większy, że odniesiony na terenie przeciwnika, w obecności ponad 20 tys. jego kibiców. Ruch umocnił się na miejscu wśród ośmiu najlepszych polskich drużyn, dającym  pewne utrzymanie. Dla klubu ukaranego przed rundą wiosenną karnym punktem, mającego permanentne problemy finansowe i najgorszy stadion w Ekstraklasie, to sukces porównywalny z mistrzostwem. Co jest kluczem zaskakująco dobrej postawy? Dla mnie Niebiescy najwięcej zawdzięczają Waldemarowi Fornalikowi. 
Były selekcjoner wrócił na Cichą po kilkunastu miesiącach prowadzenia drużyny narodowej. Trzeba jasno powiedzieć, że nie sprawdził się opiekun najważniejszego polskiego zespołu. Biało-Czerwoni grali pod jego batutą przeciętny futbol. Nie potrafił znaleźć sposobu na skuteczność Roberta Lewandowskiego, ani zestawić linii defensywnej, która za jego czasów popełniała błąd za błędem. Skończyło się brakiem awansu do brazylijskiego Mundialu. Dodatkowo selekcjonerowi nie pomagał jego charakter, mała medialność i fakt, że uchodził za pupila Antoniego Piechniczka. Po roku odpoczynku zdecydował się wejść do tej samej rzeki. Mało kto reagował wówczas entuzjazmem, bo Fornalik dostał łatkę nieudacznika.  Jak się okazało Waldek King ciągle jak mało kto ma patent na polską ligę.     
Objął śląską ekipę po przegranych Derbach, a następnie... przegrał trzy kolejne spotkania, ale jak już wygrał to z przytupem. Niebiescy zaaplikowali Jagiellonii pięć bramek i ruszyli w górę tabeli, ratować status ekstraklasowca, co zdawało się zadaniem karkołomnym. Ruch przystępował bowiem do decydującej rundy tuż nad strefą spadkową, a niezwykle rozpędził się wiosną bydgoski Zawisza. Tymczasem chorzowianie spokojnie uplasowali się na dziesiątej pozycji, udało się również wykreować gwiazdę ligi w postaci Filipa Starzyńskiego.   
Obecny sezon jest jeszcze lepszy, choć oczekiwania wobec klubu nie wzrosły. Zresztą jak mogły wzrosnąć skoro odszedł najlepszy strzelec - Kuświk i najlepszy zawodnik - wspomniany Starzyński?  To stały element pracy przy Cichej, że po sukcesie dostajesz "nagrodę" w postaci osłabienia kadry. Zazwyczaj trzeba sobie radzić łatając dziury piłkarzami niechcianymi w innym klubach. Z Podgórskiego zrezygnowano w Gliwicach. Michał Koj jest co prawda wychowankiem, ale wrócił do matecznika, kiedy nie zrobił kariery w Panathinaikosie i Pogoni. Paweł Oleksy w Lubinie uchodził za duży talent, Kamila Miazka udało się wyciągnąć Legii, tak jak Cichockiego. Z kolei o Stępińskiego nie powalczyła Wisła. Natomiast największym sukcesem szkoleniowym bez wątpliwości jest Patryk Lipski, który z miejsca zastąpił Starzyńskiego. Widać, że ktoś pracuje z tymi piłkarzami i robią oni jakiś postęp, a nie o wszystkich ligowych trenerach można powiedzieć to samo. 
Jak widać po nazwiskach Niebiescy inwestują głównie w Polaków. To fenomen wśród naszych klubów, które chętnie skupują zagraniczny szrot. Ruch ma tylko Putnocky'ego, który przynajmniej wywalczył sobie pozycję podstawowego bramkarza. Przykładowo niedzielny rywal zakontraktował ośmiu stranieri, co zresztą porównując do Piasta, Lecha, Lechii, czy Korony jeszcze jest wynikiem akceptowalnym. Szkoda, że taka postawa nie jest doceniania przez sponsorów i klub ciągle musi zaciskać pasa.










   






środa, 17 lutego 2016

Szczęsny kontra Real

fot. foxsports.com
Gent - Wolfsburg
U postronnych kibiców ten dwumecz pewnie nie wzbudzi wielkich emocji. Największa od lat (chyba od APOEL-u) niespodzianka fazy grupowej jest skazywana na porażkę, ale jesienią też była. Wówczas Gent wyprzedził w tabeli Valencię oraz Lyon, ulegając tylko Zenitowi. Awans piłkarze Heina Vanhaezebroucka zawdzięczają zwłaszcza dobrej postawie u siebie. Zdobyli tam 7 z 10 punktów uzbieranych podczas minionego etapu rozgrywek. Drużynie zarzucano defensywny styl, rzeczywiście liczba strzelonych bramek nie powala. Tylko Juventus miał gorszą skuteczność, jednak zawodnikom z Flandrii  nie można odmówić regularności, bowiem w każdym spotkaniu pokonywali przeciwnego bramkarza chociaż raz. W lidze belgijskiej Gandawa zajmuje drugą lokatę, mając tyle samo oczek co lider - Club Brugge. 
Wilkom udało się zdystansować PSV Eindhoven, Manchester United oraz CSKA Moskwa, wygrywając komplet spotkań przed własną publicznością. W ogóle była to bardzo "domowa" grupa, dlatego sukces odniesiony na wschodzie Europy był kluczowy dla zajęcia pierwszego miejsca. Ostatnia kolejka potwierdziła, że awans został wywalczony zasłużenie. Sposób w jaki Wolfsburg zdominował Czerwone Diabły stanowił pewnie główny materiał do analizy dla sztabu szkoleniowego Gent. Większy potencjał Wilki posiadają z przodu, choć odejście Kevina De Bruyne osłabiło siłę napadu. Na zastępstwo przyszedł Draxler, który ma kreować sytuacje dla Dosta i Schurrle. Martwić może sytuacja Wilków w Bundeslidze. Dopiero ósme miejsce wyklucza już walkę o najwyższe trofea. Pozostaje nadzieja na lokatę premiowaną grą w Lidze Mistrzów.       
Roma - Real
Stracić 16 bramek w 6 meczach i awansować, to jakieś kuriozum. Roma może mówić o wielkim szczęściu. Nie usprawiedliwia ich nawet konieczność rywalizacji przeciwko Barcelonie. Jak na ironię teraz zmierzą się z drugą hiszpańską potęgą, będą mieli możliwość rehabilitacji. Rzymianie jesienią wygrali tylko jeden mecz w Lidze Mistrzów. Po fascynującym spotkaniu pokonali Leverkusen 3-2. Giallorossi przeciętnie radzą sobie również we włoskich rozgrywkach, gdzie plasują się tuż za podium. Juve i Napoli wydają się już poza zasięgiem, pozostaje walka o trzecie miejsce, gwarantujące kwalifikacje LM. Słabsza postawa zaskutkowała zmianą trenera, Garcię zastąpił Luciano Spaletti, dobrze znany na Stadio Olimpico. Jego zadaniem będzie przede wszystkim poprawa defensywy, w co nie bardzo wierzę, bo Roma jest stworzona do ataku. Dla postronnych kibiców zapowiada się atrakcyjne widowisko, ale naszemu rodakowi może nie być do śmiechu.
Real w tej edycji tylko raz się potknął, kiedy podzielił punkty z PSG. To najlepszy wynik w całej stawce, tak samo jak liczba strzelonych goli (razem z Bayernem). Sam Cristiano Ronaldo jedenaście razy zmusił bramkarzy do kapitulacji. Jeśli coś pociesza włoskich rywali, to słabsza wyjazdowa postawa Królewskich. Rzeczywiście może się zdarzyć, że mając w zapasie rewanż Real dzisiaj zagra na mniej niż 100%. Piłkarze z Bernabeu bardziej muszą myśleć o gonieniu odwiecznych rywali na własnym podwórku. Z drugiej strony Zinedine Zidane będzie chciał zwycięsko debiutować wśród europejskiej elity, zatem Hiszpanów trzeba uznać za zdecydowanych faworytów.      













 

wtorek, 16 lutego 2016

Liga Mistrzów na start

fot. news.nike.com
PSG - Chelsea
Jeden z hitów fazy pucharowej. Jeszcze niedawno paryżanie uchodzili za stuprocentowych faworytów, jednak Anglicy ostatnio pokazali kły gromiąc Newcastle. Natomiast PSG podczas weekendu tylko zremisowało z Lille, co żartobliwe można uznać za kryzys, bo piłkarze Blanca nad Sekwaną nie mają sobie równych. W 26 seriach spotkań nie doznali porażki, tylko 4 razy tracąc punkty. Bilans bramkowy jest równie kosmiczny, a przewaga nad wiceliderem sprawia, że drugie Monaco ma bliżej do strefy spadkowej niż do tytułu mistrzowskiego. Francuzi jesienią rywalizowali w łatwej grupie, dlatego trudno wyciągać daleko idące wnioski. Real okazał się minimalnie lepszy, Szachtar i Malmoe były oczywiście bez szans. Warto zauważyć niezwykłą szczelność defensywy, która tylko raz dała się pokonać. To właśnie stanowi problem drużyny z Parc des Princes, że zdecydowaną większość sezonu grają o czapkę gruszek, więc kiedy dochodzi do poważnej rywalizacji są zagubieni.  
Londyńczycy mają zdecydowanie bardziej skomplikowany sezon. Szanse na mistrzostwo Anglii stracili już dawno temu, pozostała im jedynie Liga Mistrzów. Paradoksem byłoby, gdyby przykładowo dziesiąty zespół Premier League sięgnął po Puchar Europy. Trochę uciszyłoby to krytyków wyspiarskiego futbolu.  Jesienią Chelsea łatwo uzyskała promocję z grupy. Fakt, że przeciwnicy trafili się z dolnej półki, ale dla kibiców i tak była to odtrutka od krajowych upokorzeń. Ciężko jednak wyciągać wnioski z minionej fazy sezonu, ponieważ zmienił się trener - Guus Hiddink zastąpił Mourinho. Pod wodzą Holendra zespół jeszcze nie przegrał i prawdopodobnie taki będzie cel na dzisiejszy wieczór. U siebie idzie Niebieskim znacznie lepiej i jeśli kwestia awansu przeniesie się na Stamford Bridge, mistrz Anglii uzyska strategiczną przewagę.
Benfica - Zenit St. Petersburg
Zdecydowanie mniej medialne starcie, chociaż jeśli spojrzy się na postawę tych drużyn w fazie grupowej, a zwłaszcza Rosjan, to warto również nim się zainteresować. Benfica przystąpi do rywalizacji po prestiżowej porażce z Porto. Przez to ich przewaga nad Smokami zmalała do trzech punktów, czyli dokładnie tyle, ile tracą do prowadzącego Sportingu. Benfica w lidze portugalskiej strzela prawie trzy gole na spotkanie, odwrotnie niż podczas meczów Ligi Mistrzów. Tam ani razu nie zdołali pokonać przeciwnego bramkarza więcej niż dwukrotnie. Trzeba zauważyć, że ekipa Rui Vitorii czuje się prawie równie dobrze u siebie, jak w delegacji. Najważniejszym zawodnikiem jest chyba ofensywny pomocnik rodem z Argentyny - Nicholas Gaitan.
Zenit jesienią zdobył w Europie tyle samo punktów co Bayern, co uplasowało te kluby na drugim, pod tym względem miejscu, ustępując tylko Realowi. Mogło być jeszcze lepiej, ale w ostatniej kolejce pewni awansu Rosjanie doznali porażki przeciwko Gandawie. Wcześniej nikt nie znalazł na nich sposobu, cieszą się, więc mianem hegemonów na własnym terenie. Ewentualny słabszy dzisiejszy wynik jest jak najbardziej do odrobienia w Petersburgu. Klub średnio sobie radził z łączeniem obowiązków krajowych i europejskich. Zenit zajmuje dopiero szóstą pozycję na swoim podwórku, choć stratę siedmiu punktów do lidera może spokojnie nadgonić. Siłą zespołu Andre Villasa-Boasa jest jest ofensywa, zwłaszcza Artiom Dziuba. Słabiej natomiast wygląda obrona. Mimo przeciętnych rywali piłkarze znad Newy tracili w fazie grupowej średnio jedną bramkę na mecz.













niedziela, 14 lutego 2016

Nowak nadzieją Lechii

fot. goal.com
Z przytupem zaczął swoją pracę nowy trener Lechii Gdańsk - Piotr Nowak. Jego drużyna rozpoczęła wiosnę od rozgromienia Podbeskidzia 5-0. Bramki strzelali nawet Peszko czy Krasic, którzy zawitali nad morze odbudowywać formę po wcześniejszych, nieudanych wojażach. Czyżby wreszcie znalazł się odpowiedni człowiek do ogarnięcia zbieraniny zawodników, jaką do tej pory była Lechia? Dziś wierzą w to pewnie nie tylko gdańscy kibice, ale czy balon nie jest zbyt mocno pompowany? Przecież wczoraj Biało-Zieloni przez pół meczu grali z przewagą dwóch zawodników, a rywal nawet w jedenastu jest ligowym dostarczycielem punktów. Niemniej Nowak jest tak barwną postacią (niestety nie tylko ze względów sportowych), że warto jej się przyjrzeć.  
Karierę piłkarską zaczynał w rodzinnych Pabianicach, skąd wyjechał do Bełchatowa. Ominęła go gra dla największych polskich klubów, z potęg ówczesnej Ekstraklasy reprezentował tylko Widzew Łódź, zajmując z nim miejsca na pudle sezonu 1985/86. Najwięcej czas spędził w Zawiszy Bydgoszcz i tam zakończył krajowy etap futbolowej przygody.
Mając 26 lat wybrał kierunek turecki. Wówczas tamta liga była dużo słabsza niż dzisiaj, pewnie słabsza nawet od polskiej. Nic dziwnego, że Nowak szybko wyjechał do Szwajcarii, ale przełomowy był transfer do Niemiec. Jeden sezon spędzony w Dreźnie zaskutkował podpisaniem kontraktu w Monachium. Co prawda nie zgłosił się po niego Bayern, a tylko TSV, jednak wtedy była to ekipa mająca miejsce wśród osiemnastu najlepszych niemieckich zespołów. Prawie 100 meczów i 15 bramek na poziomie Bundesligi stanowiło zwieńczenie poważnego grania w piłkę, później została już tylko emerytura za oceanem. Zresztą Chicago już wcześniej jakoś pasowało Nowakowi, ponieważ właśnie tam strzelił swojego pierwszego gola dla Biało-Czerwonych. Spotkań dla kadry zagrał zaskakująco mało, w sumie trener Lechii był typowym przedstawicielem swojego pokolenia - niby zdolnego, ale niespełnionego.      
Zaraz po zawieszeniu butów na kołku Nowak zajął się trenowaniem. Objął stołeczny DC United i od razu osiągnął sukces. Pierwszy sezon zakończył się zdobyciem tytułu mistrzowskiego, wydawało się że nasz rodak będzie wkrótce czołową postacią amerykańskiego soccera. Aż tak dobrze nie było, choć w Waszyngtonie nie schodził poniżej określonego poziomu, zresztą po nim żaden szkoleniowiec United nie zdołał wygrać MLS. Jako nagrodę za te wyniki można traktować propozycję objęcia funkcji asystenta amerykańskiej drużyny narodowej. Pomagał Bobowi Bradleyowi dopóki nie stanął przed bodaj największym wyzwaniem w życiu zawodowym.
W Filadelfii miał zająć się nie tylko trenowaniem, ale stworzyć drużynę z prawdziwego zdarzenia. Może tych obowiązków było zbyt dużo, bo jednak wyniki okazały się rozczarowujące, jak na kogoś kto w poprzednim klubie bił się o mistrzostwo. Natomiast reputację Nowaka za oceanem zepsuły nie tyle słabsze rezultaty, co kontrowersyjne podejście do podwładnych, bliższe Januszowi Wójcikowi niż Janowi Kocianowi. Piłkarze mieli przykładowo biegać długie dystanse bez możliwości uzupełnienia płynów. Ciekawe czy takie podejście będzie na dłuższą metę pasowało gwiazdom Lechii, którzy już z von Heesenem mieli problemy? A może to trener odpuści nauczony wcześniejszymi błędami? Tym razem nie ma marginesu błędu. Kolejna wpadka całkowicie podważy autorytet byłego reprezentanta Polski, bo trudno ciągle jechać na opinii maga z Ameryki. Jeśli natomiast misja się powiedzie, to człowiek z  tak dużymi ambicjami będzie poważnym kandydatem do fotela zajmowanego obecnie przez Adama Nawałkę.










piątek, 12 lutego 2016

10 najciekawszych transferów Ekstraklasy

fot. scotsman.com
Okno transferowe zamyka się w Polsce dopiero z końcem lutego, ale liga rusza już podczas najbliższego weekendu, dlatego kluby kluczowych zakupów dokonywały przed tym terminem. Oto subiektywna lista dziesięciu najciekawszych transferów.
10. Paweł Baranowski - to nazwisko może dziwić, bo Baranowski zaliczył bardzo nieudany epizod w Erzgebirge Aue. Już podczas drugiego spotkania dostał czerwoną kartkę, przez co musiał pauzować, a dodatkowo jeszcze złapał kontuzję. Niemniej przed wyjazdem był podporą defensywy Bełchatowa, rok temu niezwykle skutecznej. Wiosna okazała się znacznie słabsza, jednak jakiś potencjał w rosłym stoperze można dostrzec.
9. Stefan Nikolic - złośliwi od razu wyśmiali transfer, mówiąc że Nieciecza wzięła Stefana, bo ją nie stać na Nemanję. Problem w tym, że wielu nie wierzyło również w Nemanję. Liczby przemawiają za Czarnogórcem, który strzelił jesienią pięć goli i trzy razy asystował. Jego Istra broniła się przed spadkiem, więc Nikolic w Małopolsce będzie się czuł jak u siebie.
8. Adam Hlousek - rozpoczął jako podstawowy obrońca Stuttgartu, niestety zespół przegrał cztery mecze z rzędu, tracąc dwanaście goli. Hlousek został ofiarą tej sytuacji, bo usiadł na ławce i praktycznie już się z niej nie podniósł. Bundesliga to jednak poziom o niebo wyższy niż Ekstraklasa, u nas Czecha czeka łatwiejsze zadanie. Sam jestem ciekawy jak sobie poradzi. Przychodzi jako gwiazda, ale chyba zbyt pochopnie się go wychwala. 
7. Anton Karaczanakow - gra nad Wisłą była mu widocznie pisana. Wcześniej chciano go już w Krakowie, ale po drugiej stronie Błoń. Chciał go też Lech, ostatecznie trafił do Cracovii. Pasy pożegnał Rakelsa, więc Karaczanakow będzie miał zadanie zastąpić czołowego strzelca zespołu. Przez minione pół roku uzbierał w Bułgarii sześć bramek oraz cztery asysty. Wynik przyzwoity, choć pewnie Jacek Zieliński ma większe wymagania.    
6. Artur Jędrzejczyk - po kontuzji miał problemy z regularną grą w Krasnodarze, a że Adam Nawałka wymaga cotygodniowej praktyki, Artur wrócił na Łazienkowską. Gorzej jak tu też zabraknie dla niego placu, bo konkurencja jest duża. Jednak pod względem umiejętności wyżej cenię Jędrzejczyka niż wszystkich defensorów Legii, czy to na prawej stronie, czy to w środku, więc jeśli dopisze mu zdrowie będzie wzmocnieniem dla klubu.    
5. Flavio Paixao - wyżej ceniony jest Marco, ale ja wybrałem Flavio jako reprezentanta obu bliźniaków. Jego brat bowiem ma za sobą zmarnowaną rundę w Sparcie Praga. Zagrał tam niewiele ponad 130 ligowych minut. Natomiast Flavio jesienią był filarem Śląska. 5 razy pokonał przeciwnych bramkarzy i 5 razy umożliwił to samo kolegom. 
4. Ryota Morioka - ma szanse by stać się kimś pokroju Shinji Kagawy. Kupiony za niewielkie pieniądze gracz ofensywny już w sparingach pokazał, że ma potencjał. W japońskim średniaku strzelił poprzedniego sezonu pięć goli podczas 17 spotkań, czyli całkiem przyzwoicie. Można mieć tylko obawy, czy odnajdzie się w zespole prowadzonym przez Romualda Szukiełowicza, preferującego raczej metody treningowe uznawane za przestarzałe.  
3. Kasper Hamalainen - tej zimy najwięcej mówiło się właśnie o przejściu Fina do Legii. Nic dziwnego, bo Hamalainen w barwach Lecha uchodził za czołowego zawodnika Ekstraklasy. Początek miał, jak cała drużyna gorzej niż kiepski. Dopiero po zmianie trenera znowu grał na miarę oczekiwań. Łącznie uzbierał 8 bramek i dwie asysty. Strzelił nawet obecnemu pracodawcy, dzięki czemu przyczynił się do porażki Wojskowych z Lechem przy Łazienkowskiej.
2. Nicki Bille Nielsen - gdyby nie kontuzja byłby na pierwszym miejscu. Duńczyk ma za sobą ciekawą karierę, zarabiał na chleb w mocniejszych ligach niż nasza. Ostatnio reprezentował słabe Esbjerg, które broniło się przed spadkiem, więc miał tam utrudnione zadanie, ale i tak zaliczył 5 bramek i 2 asysty. W bardziej ofensywnie usposobionej drużynie powinien poprawić ten wynik, szczególnie że Kolejorz ma problem z obsadą ataku, więc nowy zawodnik z miejsca stanie się podstawowym wyborem. Jan Urban powinien modlić się o szybki powrót Nielsena do zdrowia.    
1. Adam Gyurcso - niespodziewany nr 1, ale Węgier był bardzo chwalony po okresie przygotowawczym. Trener Michniewicz prawdopodobnie będzie wystawiał Gyurcso w drugiej linii, z rolą wspomagającego dla Zwolińskiego czy Dwaliszwilego. Ma zastąpić totalny niewypał jakim okazał się Małecki. Na Węgrzech był czołowym strzelcem rozgrywek z 7 golami i 3 asystami, a jego Videoton bił się o wicemistrzostwo (tytuł ma już niemal w garści Ferencvaros). Dobrymi występami w Pogoni ma szansę przypomnieć się selekcjonerowi Madziarów i latem pojechać do Francji.








wtorek, 9 lutego 2016

Polskie kluby na giełdzie

fot. polskieradio.pl
W ostatnim czasie dużo mówiło się o agencjach ratingowych, czyli instytucjach oceniających wiarygodność finansową przedsiębiorstw i państw. Postanowiłem, więc otworzyć wirtualną agencję i za pomocą tej metody spróbować opisać sytuację w Ekstraklasie przed rundą wiosenną, tak jakby kluby były notowane na giełdzie. Pod uwagę biorę nie tylko kondycję finansową, ale również sytuację w tabeli, dokonane transfery oraz wyniki meczów sparingowych. Jak pokazuje prawdopodobny zdobywca Oscara dla najlepszego filmu - The Big Short, takie instytucje mylą się na potęgę, więc proszę mnie nie rozliczać z dokonanych ocen, ja przynajmniej nie biorę za to gigantycznej kasy. Pierwszą sesją uważam zatem za rozpoczętą.
AAA - pewniak, kupuj w ciemno nawet za pieniądze z kredytu
AA - niskie ryzyko, można angażować oszczędności emerytalne
A - inwestycja w przyszłość, na razie przynosi umiarkowany zysk, lecz są widoki na coś więcej
BB - kokosów nie ma, ale jest regularny, stabilny zysk
B - występują pewne opóźnienia w zwrocie z inwestycji, kupuj tylko jeśli możesz czekać na zysk
CC - takie same szanse na zarobek jak i stratę
C - inwestycja o ogromnym ryzyku, inwestować tylko niewielkie kwoty
D - wartość śmieciowa, trzymać się z dala 

Piast Gliwice AA - największym sukcesem niespodziewanego lidera jest utrzymanie dotychczasowej kadry, a nawet minimalne jej wzmocnienie. Były zakusy na kluczowych zawodników Piasta, lecz ostatecznie pomogą oni w walce o tytuł. Ślązacy grali sparingi z mocnymi przeciwnikami i było widać, że do nich jeszcze trochę brakuje. Jednak wiosną zagrają ze słabszymi drużynami, nad którymi mają w dodatku przewagę punktową. 
Legia Warszawa AA - gdyby nie strata do Piasta, Legia bez wątpienia byłaby głównym faworytem do mistrzostwa. Widać klubowi mocno zależy, ponieważ wyłożył spore pieniądze na wzmocnienia. Z drugiej strony kilku zawodników odeszło, przeważnie z drugiego szeregu, ale kadra stopniała. Kluczowym momentem był sparing z Viktorią Pilzno i z tej próby Wojskowi wyszli przyzwoicie. Największy problem stanowi obsada bramki.
Cracovia A - odszedł najlepszy strzelec Rakels, ale przyszedł Karaczankow, który swego czasu uważany był za spory talent. Jacek Zieliński bał się rozbioru, na szczęście dla niego udało się zatrzymać Cetnarskiego, czy Kapustkę. Mimo przeciętnych wyników podczas przygotowań Cracovia ma potencjał nie mniejszy niż jesienią. Na mistrzostwo za mały, ale puchary są w zasięgu.    
Pogoń Szczecin BB - Pogoń grała towarzysko ze słabymi przeciwnikami, dzięki czemu bilans bramkowy wygląda imponująco. Michniewicz postanowił chyba podziałać psychologicznie na swoich zawodników, ale bez większych rezultatów, bo z mocniejszymi zespołami wyniki były złe. Pytanie czy ekipom Ekstraklasy bliżej do Błękitnych Stargard (już nie Szczeciński), czy do Sigmy Ołomuniec? Transfery równie przeciętne, choć Adam Gyurcso budzi nadzieje.   
Ruch Chorzów B - ma szczęście Ruch, że jesienią wypracował sobie bezpieczną pozycję, inaczej nastroje przy Cichej przypominałyby kadrę szczypiornistów po meczu z Chorwacją. Ciągnące się problemy finansowe ograniczyły zdolność pozyskania nowych graczy. Waldemar Fornalik musi być zadowolony, że przynajmniej ostał mu się Stępiński. Bez niego w ataku byłby już zupełny dramat, a i tak Niebiescy podczas sparingów nie błyszczeli skutecznością.    
Lech Poznań BB - więcej się spodziewałem po Lechu. Pod względem jakości sportowej poznaniacy ponieśli największe straty, których nie udało się wyrównać. Dodatkowo mieli pecha, bo Nicki Nielsen złapał kontuzję jeszcze zanim zdążył zadebiutować. Z Kownackim na szpicy nie wróżę dużej liczby strzelanych goli. Wyniki sparingów zwiastują przeciętną formę.
Zagłębie Lubin BB - słabo zaczęli okres przygotowawczy, lecz później notowali przyzwoite rezultaty. Zagłębie mogłoby być synonimem słów stabilność i solidność. Spośród drużyn Ekstraklasy najmniej zmienili kadrę, aczkolwiek przygarnięcie Starzyńskiego jest ciekawym krokiem. W Lubinie zapowiada się utrzymanie status quo.
Jagiellonia Białystok B - grali sporo sparingów i przeważnie przegrywali. W Białymstoku oszczędzano pieniądze, przez co drużynie brakuje świeżej krwi. Sytuację poprawiłoby dogadanie się z Wisłą na temat Burligi. Jagiellonia ma sporo ciekawej młodzieży, która jednak jakby przyhamowała w rozwoju. Wypadnięcie z ósemki byłoby niemiłą niespodzianką, ale jest całkiem prawdopodobne.
Górnik Łęczna BB - zimą na Lubelszczyźnie panował spokój, nie dokonano spektakularnych transferów, ale też kadra się nie osłabiła. Wyniki sparingów mogą satysfakcjonować, więc mimo małej przewagi nad strefą spadkową zespół powinien spokojnie utrzymać się w najwyższej klasie.
Termalica Bruk-Bet Nieciecza CC - chluby nie przynosi strata 4 bramek z drużyną bezrobotnych piłkarzy. W ogóle podczas spotkań testowych Słoniki osiągnęły słabe wyniki. Ocenę podnoszą ciekawe transfery. Stefan Nikolic i  Artem Putiwcew mają potencjał, by stać się wyróżniającymi postaciami ligi. O ile będzie im się chciało walczyć dla klubu z maleńkiej miejscowości.
Korona Kielce C - graczy ofensywnych z prawdziwego zdarzenia jak nie było tak nie ma. Wyniki spotkań towarzyskich, gdzie 0 było dominującą cyfrą tylko to potwierdziły. Koronę oceniałbym jeszcze niżej, ale posiada minimalną przewagę punktową, a jej główni konkurenci w walce o utrzymanie też mają spore problemy.
Lechia Gdańsk CC - na ocenę zdecydowanie wpływa kara -1 pkt za niespłacone należności. Lechia jednak nic sobie z tego nie robi i sprowadza kolejnych zawodników. Na papierze dysponuje składem predestynującym do walki o puchary, jednak brakuje tam pomysłu na poukładanie zespołu. Może Piotr Nowak wreszcie go znajdzie, ale na tą chwilę zdecydowanie więcej jest wątpliwości niż pewników.
Wisła Kraków B - sytuacja w tabeli jest fatalna, lecz kibicom Białej Gwiazdy wraz z nowym rokiem humor się poprawił. Przede wszystkim wzmocniono, bardzo wąską do tej pory kadrę, dzięki czemu trener nie będzie musiał drżeć z powodu kontuzji i kartek. Wyniki sparingów w kratkę, ale nowi piłkarze kilka razy błysnęli. Runda zostanie raczej poświęcona na spokojne budowanie nowej Wisły.
Śląsk Wrocław CC - Śląsk grał mało, stąd trudności z oceną. Trener Szukiełowicz stawiał na przygotowanie kondycyjne, nie sprawdzania umiejętności w sparingach. Mimo odejścia Paixao okienko transferowe można uznać za udane. Wrócił Pich, a ciekawym wzmocnieniem wydaje się Japończyk Morioka. Zdecydowanie brakuje klasowego napastnika.    
Górnik Zabrze CC - widmo spadku podziałało mobilizująco. Górnik ściągnął kilku niezłych zawodników, którzy powinni dać utrzymanie. Odszedł Jeż, ale on i tak nie pasował do trenera Ojrzyńskiego. Bolączką pozostaje obrona, nawet w wygranych sparingach zabrzanie przeważnie dawali sobie strzelić gola. 
Podbeskidzie Bielsko-Biała C - wyniki gier towarzyskich dają nadzieję, zwłaszcza wygrana nad Koroną. Przede wszystkim ustabilizowała się defensywa, która traciła góra jedną bramkę. Pomogły w tym transfery Baranowskiego i Piaceka. Trochę powiało optymizmem, ale Podbeskidzie zimowało jako czerwona latarnia, więc trzeba z ostrożnością patrzeć na drużynę.










poniedziałek, 8 lutego 2016

Miazga następcą Terry'ego

fot. skysports.com
Ciąg dalszy zmian na Stamford Bridge. Kiedy w maju The Blues świętowali kolejny tytuł mistrzowski wydawało się, że klub zmierza w jak najlepszym kierunku. Zderzenie z rzeczywistością okazało się bardzo bolesne. Potwierdziła się zasada, że Mourinho jest trenerem na dwa lata, piłkarzom ciężko wytrzymać dłużej jego metody pracy. Najlepszy zawodnik poprzedniego sezonu - Eden Hazard, wygląda jakby biegał z 10-kilogramowym ciężarem na plecach. Podczas bieżących rozgrywek nie strzelił nawet bramki w lidze. Podobnie ma się forma Cesca Fabregasa. Portugalczyka zwolniono, więc z posady, a jego miejsce zajął Guus Hiddink, który ciągle szczyci się mianem niepokonanego. Jednak latem dojdzie do jeszcze większej rewolucji niż zmiana menadżera.    
Dobiega końca ponad 20-letnia przygoda Johna Terry'ego z londyńskim zespołem. Zarządzający klubem za nic mają zdanie kibiców, którzy nieustannie domagają się przedłużenia kontraktu kapitanowi. Konsekwentnie starają się odmłodzić zespół i żaden zawodnik po trzydziestce w stolicy Anglii nie może liczyć na spokojną starość. Coś o tym wie Frank Lampard, który był w takiej samej sytuacji. Inna sprawa czy Chelsea dobrze wyszła na odejściu pomocnika. W City wielokrotnie pokazywał, że jeszcze wie jak kopać piłkę. Tym bardziej można zaufać środkowemu obrońcy, bo ta pozycja nie wymaga aż tak żelaznych płuc jak środek pomocy. Co więcej często stoperzy osiągają apogeum formy właśnie w dojrzałym wieku.
Jeszcze bardziej od samej decyzji o pożegnaniu Terry'ego dziwi osoba jego następcy. Mistrz Anglii pozyskał Matta Miazgę, którego kibice nad Wisłą znają z występów z orłem na piersi. Marcin Dorna dał mu szansę zagrać w reprezentacji U18 przeciwko Słowenii. Mimo namawiania ze strony Polaków Miazga zdecydował się jednak wybrać kadrę USA, a debiut w dorosłej drużynie Stanów Zjednoczonych zamyka temat Biało-Czerwonych. Czy jest czego żałować? Widziałem Miazgę podczas mistrzostw świata U20 rozgrywanych w zeszłym roku. Amerykanie odpadli tam w ćwierćfinale, tracąc po drodze z Miazgą w składzie tylko jednego gola, co dobrze świadczy o nowym nabytku Chelsea. Rywale byli jednak umiarkowanie silni, więc trudno wyciągać daleko idące wnioski. Ostatnio reprezentował barwy New York Red Bulls, będąc zazwyczaj podstawowym stoperem. Tylko różnica poziomów między MLS a Premier League jest ciągle gigantyczna.     
Tym bardziej może dziwić lekkość z jaką rezygnuje się z Terry'ego. Chelsea dysponuje raczej ograniczonymi zasobami na środku obrony. Jest Cahill, który rozgrywa słaby sezon i pełni rolę rezerwowego. Oprócz niego pozostają tylko wspomniany Miazga, oraz Zouma, który dodatkowo doznał urazu. Newralgiczna pozycja obsadzona tak młodymi piłkarzami? Trochę ryzykowne. Trzeba będzie łatać Ivanoviciem, Maticiem, czy Mikelem, ale to z kolei powoduje dziury gdzie indziej. Przypomina to trochę sytuację z United, gdzie przez lata dominował duet Ferdinand-Vidic, a po jego rozpadzie problemy z defensywą ciągną się do dzisiaj. Pion sportowy chyba trochę się zagapił.

















niedziela, 7 lutego 2016

Piłka Nożna wybrała

fot. polsatsport.pl
Tygodnik Piłka Nożna rozstrzygnął swój coroczny plebiscyt. W okresie świąteczno-karnawałowym roi się od tego typu zabaw, których nie jestem wielkim zwolennikiem. Dlaczego? Sporty zespołowe opierają się na kooperacji wielu ludzi i ciężko wyróżniać tylko pojedynczych graczy. Często kluczowym czynnikiem pozostaje medialność, więc futboliści ofensywni mają oczywiste fory. Niemniej historia oraz status akurat tej gazety sprawia, że warto przyjrzeć się jej typom. 

Piłkarz Roku 2015: Robert Lewandowski (Bayern Monachium) Pozostali nominowani: Łukasz Fabiański, Arkadiusz Milik, Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak - napastnik Bayernu zdeklasował konkurencję. Do świetnej postawy w bawarskich barwach dołożył poprowadzenie Biało-Czerwonych do Euro. Prawdopodobnie za rok Lewandowski znowu otrzyma statuetkę.

Trener Roku 2015: Adam Nawałka (Reprezentacja Polski) Pozostali nominowani: Czesław Michniewicz, Michał Probierz, Maciej Skorża, Jacek Zieliński - kluby były zdecydowanie w cieniu reprezentacji, zatem nie dziwi wyróżnienie selekcjonera. Niestety nie mam pewności, tak jak w przypadku Lewego, że Nawałka za rok znowu będzie tryumfował, ale bardzo bym chciał. 

Odkrycie Roku 2015: Bartosz Kapustka (Cracovia) Pozostali nominowani: Jacek Góralski, Patryk Lipski, Radosław Murawski, Łukasz Zwoliński - piłkarz Cracovii przewyższa pozostałych nominowanych pod jednym względem, jedynie on zaistniał w reprezentacji. Pozostali pokazali się tylko w Ekstraklasie, a ze względu na poziom ligi, to trochę mało. Dobrze że tym razem uniknięto niezręcznej sytuacji i nie wyróżniono również Lipskiego, którego menadżer jest powiązany kapitałowo z tygodnikiem. 

Piłkarz Społeczny 2015: Marcin Krzywicki (Dolcan Ząbki) Pozostali nominowani: Kamil Grosicki, Grzegorz Krychowiak - rozumiem, że chodzi o aktywność na portalach społecznościowych. Krzywicki sam siebie tytułuje Królem Twittera i rzeczywiście medialnie wyróżnia się na tle kolegów. Coś czuję że jako ekspert TV zrobi większą karierę niż kopiąc piłkę.

Drużyna Roku 2015: Reprezentacja Polski Pozostałe nominacje: Cracovia, Lech Poznań, Legia Warszawa, Piast Gliwice - sytuacja analogiczna do Trenera Roku. Kadra ma za sobą fajny sukces w postaci awansu, ale nie traćmy z oczu prawdziwego celu. Awans z grupy to absolutne minimum.

Obcokrajowiec Roku 2015: Radoslav Latal (trener Piasta Gliwice) Pozostali nominowani: Kasper Hamalainen, Nemanja Nikolić, Deniss Rakels, Kamil Vacek - chlubne wyjątki przy zalewie marnych obcokrajowców będących na garnuszku naszych klubów. Było z czego wybierać, zdecydowanie najbardziej wyrównana kategoria. Myślę że Latal zasłużył, by zostać dostrzeżonym, bo takich wyników Piasta nie spodziewali się chyba nawet w Gliwicach.

Ligowiec Roku 2015: Nemanja Nikolic (Legia Warszawa) Pozostali nominowani: Karol Linetty, Rafał Murawski, Michał Pazdan, Łukasz Surma - jedna runda wystarczyła, żeby podbić naszą ligę. Można narzekać na skuteczność Węgra poza  granicami Polski, ale skoro kategoria nazywa się "Ligowiec" to puchary trzeba pominąć. Największym rywalem był chyba kolega z Legii, przyznam natomiast że nominacji dla Surmy i Murawskiego nie rozumiem.

I-ligowiec Roku 2015: Michał Nalepa(Arka Gdynia) Pozostali nominowani: Kamil Drygas, Grzegorz Goncerz, Mikołaj Lebedyński, Martin Pribula - nie oglądam I ligi, ale akurat o Nalepie słyszałem i czytałem wiele dobrego. Wierzę na słowo, że zasłużył. Chętnie zobaczyłbym go w Ekstraklasie. 

Piłkarka Roku 2015: Katarzyna Kiedrzynek (Paris Saint-Germain) Pozostałe nominowane: Ewa Pajor, Aleksandra Sikora, Jolanta Siwińska, Dominika Grabowska - nie znam się, ale nazwa klubu robi wrażenie. Fajnie, że w ogóle Panie grają w piłkę. Być może ich zmagania będą kiedyś śledzone równie pilne jak siatkarskich "złotek".
 

czwartek, 4 lutego 2016

Premier League przyciąga trenerów

fot. thesun.co.uk
Angielskie kluby w ostatnich latach nie odnosiły sukcesów w Europie i raczej były przykładem topienia gigantycznych pieniędzy bez efektu. Jednak ojczyzna futbolu ciągle przyciąga, o czym świadczą decyzje Jurgena Kloppa i Pepa Guardioli, którzy zdecydowali się kontynuować kariery właśnie na Wyspach. Podpisanie kontraktu Katalończyka z City kończy długotrwałą sagę oraz ustanawia nowy rekord zarobków. Była gwiazda Barcelony ma zarabiać 25 mln euro za sezon, czyli więcej niż jakikolwiek inny menadżer, ale również piłkarz. Prawdopodobnie to nie koniec wielkich postaci trenerskich nad Tamizą.
Przede wszystkim  trzeba będzie zagospodarować Manuela Pellegriniego, jednego z najbardziej niedocenianych szkoleniowców.  Paradoksalnie może on odejść z Etihad po najlepszym sezonie w historii klubu, choć oczywiście daleka do tego droga. Problemem Chilijczyka jest zbyt mała medialność, przez co musi ustępować miejsca gwiazdom pokroju Mourinho czy Guardioli. Ciekawym rozwiązaniem byłyby przenosiny do lokalnego rywala. W ten sposób mógłby udowodnić szejkom jak bardzo pomylili się ściągając kogoś innego. Pellegriniego widziałbym również na ławce mniejszego klubu, bo większość życia pracował poza wielkimi firmami. Znacznie poniżej oczekiwań spisuje się Swansea i Francesco Guidolin nie może być pewny posady, mimo że dopiero zaczął pracę z Łabędziami. Ostatnio zaszokowało Stoke kupując za ok. 25 mln euro Imbulę z Porto. Czyżby The Potters mieli większe ambicje niż środek tabeli? Jeśli tak, to powinni je realizować z kimś lepszym niż Mark Hughes.
Na posadę w United ma również ochotę Portugalczyk zwolniony niedawno z Chelsea. Przybycie Pepa na Wyspy chyba tylko rozbudziła u Mourinho chęć zemsty za doznawane upokorzenia. Z tymi dwoma panami derby Manchesteru mogłyby stać się bardziej medialne od hiszpańskiego El Clasico, a transmisje z konferencji prasowych powinny być objęte specjalnymi prawa TV. Pewnie znalazłoby się wielu chętnych na ich zakup.   
Osobiście wolałbym, żeby Czerwone Diabły przejął ktoś inny. Idealnym kandydatem zdaje się być Laurent Blanc. Jego dalsza obecność na Parc des Princes nie ma już wielkiego sensu. Paryżanie są hegemonem we Francji i praktycznie jesienią zapewniają sobie tytuł. Natomiast Liga Mistrzów to o jeden szczebel za wysoko. Blanc zna Old Trafford z czasów gdy sam przywdziewał czerwoną koszulkę. Francuz jest prawie 15 lat młodszy od van Gaala i ma łatwiejszy charakter. Mógłby lepiej dogadywać się z piłkarzami, którzy chyba już mają dość apodyktycznego Holendra.         
Gorący fotel ma również rodak LvG - Guus Hiddink. Niby przyszedł tylko na zastępstwo, ale gdyby zespół zaczął się piąć w górę, być może przedłuży kontrakt. Wyniki ma obiecujące, pod jego wodzą The Blues jeszcze nie przegrali, ale niedawno wyrósł zaskakujący konkurent. Mianowicie kontrakt z reprezentacją Chile rozwiązał Jorge Sampaoli. Argentyńczyk wniósłby świeżość do drużyny wyciśniętej jak cytryna przez Jose Mourinho. Problem tylko, że 55-letni szkoleniowiec nigdy nie prowadził tak wielkiego klubu. Jego zatrudnienie byłoby ryzykiem większym niż ściągnięcie Scolariego, a ten przecież na Wyspach kompletnie przepadł.     

















poniedziałek, 1 lutego 2016

Poker Wisły z Legią

fot. ekstraklasa.net
Wyjątkowo ciekawe jest tegoroczne, zimowe okienko transferowe. Stoi za tym głównie Legia Warszawa marząca o odzyskaniu tytułu mistrzowskiego na stulecie klubu. Prezes Leśnodorski gra va banque rozciągając budżet do granic możliwości, choć szczerze mówiąc nie ma wyboru, bo kolejny zmarnowany sezon mógłby kosztować jeszcze więcej. Najgorzej jeśli spore sumy wydane na transfery oraz płace nie dadzą upragnionego sukcesu, ale tym będą się ewentualnie martwić przy Łazienkowskiej latem. 
Sternik warszawskiego klubu nie ma również skrupułów przed podbieraniem piłkarzy zespołów, które stanowią dla Legii historycznych rywali. Przez lata przepływ zawodników między Poznaniem i Krakowem a stolicą należały do rzadkości, jednak ta zasada już nie obowiązuje. Wystarczył miesiąc by ściągnąć lidera ofensywy Lecha - Hamalainena oraz ponoć najzdolniejszego, młodego Wiślaka - Handzlika (od lipca). Teraz podpisał jeszcze kontrakt z bramkarzem Białej Gwiazdy - Cierzniakiem (nota bene kibicem Lecha i byłym graczem Cracovii, ciekawy życiorys), bez którego 13-krotny mistrz Polski zimowałby chyba w strefie spadkowej. Problem w tym, że golkiper ma jeszcze przez pół roku ważny kontrakt z dotychczasowym pracodawcą, a Wisła nie zamierza wzmacniać za bezcen Wojskowych. Tym sposobem powstał klasyczny pat niekorzystny dla obu stron, warszawianie stracili bowiem Kuciaka i chcieliby jak najszybciej załatać tą dziurę. Niby mają dwóch solidnych bramkarzy, ale to jednak klasa niżej od Słowaka. Natomiast Cierzniak ma za sobą doskonałą rundę, mógłby być wartościowym następcą.       
Najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby wykupienie zawodnika i zmiana barw klubowych już zimą. Problem stanowi postawa Wisły, która wydała ostre oświadczenie, że bramkarz zostaje u niej. Istnieją dwie możliwości:
1) jest to gra na wydębienie jak największego zarobku,
2) weto postawił Bogusław Cupiał, wściekły że ktoś traktuje jego klub jak nie przymierzając Bayern traktuje całą resztę Bundesligi. 
Jeśli prawdziwa jest druga wersja, to nie ma zmiłuj. Cierzniak zostanie przy Reymonta, ale trawy już nie powącha, no chyba, że w Parku Jordanowskim podczas treningu klubu Kokosa. Składy meczów sparingowych wskazują na opcję odstawienia dotychczasowego hegemona między słupkami. Tylko Biała Gwiazda stosując taktykę honorowego sprzeciwu nic nie zyskuje. Trzeba będzie płacić pensję zawodnikowi, który myślami jest już gdzie indziej. Odpadnie też suma za transfer, a przecież Wiśle przydałoby się wsparcie pieniężne. Dodatkowo biorąc pod uwagę miejsce w tabeli krakowianie już praktycznie o nic nie grają. Spadek mimo wszystko wykluczam, przynajmniej ze względów sportowych, natomiast puchary odjechały, więc osłabienie kadrowe nie będzie tak bolesne. Zresztą drużyna ma znacznie większe problemy na innych pozycjach, Miśkiewicz z Buchalikiem są w stanie zastąpić Cierzniaka, który przecież rozegrał dotąd tylko jedną niezłą rundę. Przykład Emiliana Dolhy wskazuje, że kilka udanych spotkań nie świadczy o klasie bramkarza.  
Oczywiście Legii też powinno zależeć na szybkim pozyskaniu piłkarza, inaczej dostanie zawodnika pozbawionego rytmu meczowego. Taki transfer trochę mija się z celem, ponieważ Kuciak odchodzi już teraz, więc istnieje potrzeba natychmiastowego zastąpienia podstawowego gracza. Gdyby Wojskowi mogli czekać, to raczej szukaliby kogoś młodszego. Racjonalnym wyjściem jest zatem dogadanie się obu stron. Wisła musi odpuścić sprawy honorowe, zresztą Cierzniak to typowy najemnik, nijak związany z Grodem Kraka. Już boleśniejsze będzie odejście Handzlika. Natomiast Legia musi głębiej sięgnąć do kieszeni. Skoro zarobili na transferze Kuciaka do Hull, to niech część tych pieniędzy zainwestują. Inaczej wszyscy stracą.